Ballada o niekochanych mężczyznach

muz. Piotr Rubik, sł. Kazimierz Trela

 

Z kołnierzami do góry
Budząc postrach wśród bliźnich
Późna nocą się włóczą
Niekochani mężczyźni

Gwiżdżąc bluesa przez zęby
Snują się ulicami
Nie wracają do domu
Może nie chcą nie chcą być sami

W nocnych knajpach im w uszy
Tłoczą jazz saksofony
Strip - tease w oczy ich kusi
Pięknem nie- nie-nienasyconym

Z papierosów się wokół
Kręci dym siwomglisty
I w oparach swych skrywa
Byt ich wciąż- nieparzysty

Niekochanym mężczyznom
Błyszczą oczy wilgotne
Gdy nad szkłem pochylają
Swoje serca samotne

Choć nie wierzą w kabałę
Czasem sobie powróżą:
Mieli szczęścia za mało,
Czy też może- za dużo?

Chociaż wrócą nad ranem
Nikt się na nich nie skrzywi:
Nieszczęśliwi mężczyźni
Albo właśnie- szczęśliwi?

Nieszczęśliwi mężczyźni
Albo właśnie- szczęśliwi?